Rok temu o tej porze, mówiąc łagodnie byłam….w ciemnej d…
Od roku prowadziłam sklep z ubrankami dla dzieci, który okazał się mega nie wypałem. Byłam ciągle zestresowana, sfrustrowana i przestraszona. Wydawało mi się, że  jakoś to będzie –  funkcjonowałam ad hoc  (zarówno ja i jak i moja firma) bez konkretnego planu, bez strategii, bez pewności siebie. Nie miałam pojęcia o prowadzeniu biznesu, popełniłam chyba wszystkie możliwe błędy jakie można było popełnić. Kisiłam się więc w  swoim własnym sosie słuchając doradców, którzy choć mieli dobre intencje – ich  doświadczenie z własnym biznesem było zerowe.
Tak wyglądała moja praca w grudniu 2017

Tak wyglądała moja praca w grudniu 2017

Długo nie mogłam  podjąć decyzji o zamknięciu sklepu, choć cały ten projekt potwornie mnie męczył, frustrował – sprawiał, że nie spałam po nocach, a strach paraliżował mnie na tyle, że zamiast ustalić jeden cel, jasny plan działania i konsekwentnie go realizować, robiłam milimetrowe postępy w milionie kierunków. Chwytałam się wszystkiego zamiast usiąść i strategicznie pomyśleć. Byłam jak w starej zabawie z dzieciństwa, w której masz zawiązane oczy i po omacku próbujesz cokolwiek chwycić. Tak właśnie wyglądało  wtedy „prowadzenie firmy”.
Dziś aż nie chce mi się wierzyć, że między tą ciuciubabką a tym co jest teraz minął tylko rok! Czuję się jakby od ubiegłorocznego stanu dzieliły nie co najmniej lata świetle!
Zaczęłam szukać siebie – najpierw wykonywałam notatki wizualne, zajmowałam się trochę grafiką i ilustracją, ale wciąż to nie było „to”. Pamiętam, że w okolicach kwietnia zadzwonił do mnie dawny znajomy i zapytał czy nie przejęłabym od niego klienta do obsługi marketingowej. No, bo Moi drodzy  musicie wiedzieć, że w erze przeddzieciowej  zajmowałam się marketingiem i copywritingiem w kilku  agencjach interaktywnych. To była bardzo fajna praca – projekty realizowane dla dużych marek,  sporo pracy, ale też sporo nadgodzin, na które nie mogłam sobie pozwolić będąc mamą dwójki małych dzieci.
Wydawało mi się, że już nie pasuję do tego świata, że wypadłam z krwiobiegu branży, że przez 2 lata, które spędziłam w domu z dziećmi, narobiłam sobie tyle zaległości, że już nie bardzo mam po co wracać do marketRingu. Teraz ten sposób myślenia wydaje mi się absurdalny, ale daję słowo– wtedy mocno w to wierzyłam! A jednak coś mówiło mi, żeby pójść w tym kierunku. Zaczęłam się doszkalać,  odświeżać to co już wiem.
Moje obawy okazały się bezpodstawne – zdobyta niegdyś wiedza i doświadczenie szybko zaczęły owocować, a ja miałam coraz szersze horyzonty. Nieśmiało zaczęłam tworzyć wizję tego jak chciałabym żeby wglądał mój biznes. W końcu zaczęłam też planować, układać strategię, którą wdrażałam małymi kroczkami w życie. Metodą prób i błędów opracowałam swój system pracy i planowania, który był realny – w końcu oprócz tego, że jestem przedsiębiorcą jestem też matką 2-ki dzieci i muszę się liczyć z nieprzewidzianymi sytuacjami, które potrafią nieźle namieszać w planach. Z resztą każdy z nas jest tylko człowiekiem -uważam, że ciągła praca bez wytchnienia i bycie ciągle z czymś w plecy prowadzi jedynie do frustracji. Po doświadczeniach z  poprzednich miesięcy chciałam tego uniknąć za wszelką cenę.

 

<div class=”ml-form-embed”
  data-account=”1299510:m7d1r5q7q1″
  data-form=”1162538:o8q6h4″>
</div>
No więc zaczęłam pomału. Najpierw pomagałam innym pro bono, później oferowałam półgodzinne darmowe konsultacje. Pamiętam, że po jednej z takich rozmów klientka powiedziała mi, że przez te 0,5h dowiedziała się więcej o strategii i komunikacji w Internecie, niż na szkoleniu, za które zapłaciła ponad 1000zł! To był dla mnie mocny bodziec, który przekonał mnie, że jednak jestem na dobrym miejscu i realnie pomagam ludziom w ich biznesach.  Co więcej – doświadczenie porażki, własna przemiana  i….  umiejętność uważnego  słuchania pozwalają mi wczuć się w skórę klienta i podejść do niego nie tylko z solidnym zapleczem merytorycznym, ale też z zwykłą ludzką empatią.
Dziś może myślisz, że jestem przebojową babką, która robi milion rzeczy naraz, ale uwierz –  miałam ogromny problem z tym, żeby „pokazać” się z tym co robię. Wstydziłam się wrzucać własne zdjęcia do sieci, myślałam, że nikomu nie będzie potrzebna moja wiedza, bałam się robić live, działać pod własnym nazwiskiem i przejąć absolutną odpowiedzialność za to co robię.  Pamiętam, że przed pierwszym lajwem (25 lipca 2018) nagrywałam się na telefonie chyba z 5 razy i za każdym razem uważałam, że to kretyńskie! W końcu pomyślałam „Koniec tego Jolka! Po prostu zrób to!” Włączyłam transmisję na żywo i po prostu zaczęłam. Jakość nagrania może nie powalała, ale merytoryka okazała się bardzo przydatna – do tej pory dostaję wiadomości, w których dziękujecie mi za podzielenie się wiedzą, a sam live obejrzało już ponad 1,5 tys osób (z resztą nie tylko ten pierwszy!) Mój biznesowy coming out okazał się dla mnie najważniejszym wydarzeniem ostatnich miesięcy. Chyba w żadnym roku nie zrobiłam takiego progresu jak w 2018, choć przyznaję – wcale   nie było łatwo!  Dziś  jednak wiem, że najważniejsze to uwierzyć w siebie i mieć konkretny plan, którego nie będziemy bali się realizować.

 

Tak się złożyło, że na przełomie listopada i grudnia dostałam od Was – mnóstwo wiadomości i komentarzy, które wywołały u mnie efekt WoooW!
Angelika napisała, że „jestem jej odkryciem roku”, Hanka stwierdziła, że 2 lata współpracy z coachem nie dały jej takich rezultatów jak moje warsztaty o strategii, Edyta napisała, że bierze udział w wielu webinarach, ale nie spotkała  do tej pory jeszcze tak skonkretyzowanych nagrań – krótko i na temat, bez zbędnego gadania o d… Maryny 😉  Pojawiła się nawet prośba o zorganizowanie cyklicznego, stacjonarnego wydarzenia dla  przedsiębiorców z Krakowa…
Kurczę, noo.. zaskoczyliście mnie! Dziękuję Wam za  zaufanie i wszystkie dobre słowa jakie od Was usłyszałam. Jestem tu gdzie jestem, nie tylko dzięki swojej ciężkiej pracy, ale także dzięki Wam! Wiedząc, że moja praca realnie wpływa na biznes moich klientów – dostaję mega motywacyjnego kopa do działania.
Ale… sama motywacja nie wystarczy. Tak jak nie wystarczą jedynie dobre chęci i dobre słowo. Do osiągnięcia sukcesu potrzebna jest strategia i dobry plan działania. Cele, które będą ambitne, ale realne, a nie wyssane z palca. Wiem, to bo to właśnie dzięki strategii i jasnym planom  udało mi się zmienić beznadziejną firmę w nieźle prosperujący  biznes.  Dlatego postanowiłam podzielić się swoją wiedzą, doświadczeniem i stworzyć kurs online „Zaplanuj swój rok!”, w którym pokażę w jaki sposób wyznaczam cele w małym biznesie, jak je realizuję, jak znajduję czas na pracę dla klientów, rozwój firmy i… odpoczynek.

Jeśli tak jak ja chcesz, aby ten rok należał do Ciebie – weź sprawy w swoje ręce! –  zapisz się na listę osób zainteresowanych kursem i poprowadź swój biznes świadomie, a nie daj się prowadzić przypadkom i myśleniu, że “jakoś to będzie”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: